Schodami do nieba…trochę daleko, ale windą czemu nie?

Żyjemy w czasach gdy aspiracje, które mamy względem przestrzeni kosmicznej przewyższają możliwości używanej dzisiaj technologii. Powoli staje się jasne że napęd chemiczny stosowany w rakietach jest rozwiązaniem, które ma swoje granice tak technologiczne (rakiety nie mogą rosnąć w nieskończoność) jak i ekonomiczne (cena za każdy kilogram wyniesionego ładunku). Myliłby się ten kto powiedziałby, że wnioski z dotychczasowej eksploracji kosmosu nasunęły współczesnym naukowcom pomysł zbudowania kosmicznej windy. Ta idea powstała dużo wcześniej.

Pomysły sięgnięcia nieba za pomocą konstrukcji można zaobserwować już w Biblii. Pojawia się tam znana wszystkim wieża Babel, oraz motyw drabiny która przyśniła się Jakubowi. Czy miało to sens metaforyczny czy praktyczny…tego nie ocenię, ale koncept był dobry. Sięgając czasów bardziej współczesnych to ojciec astronautyki, rosyjski uczony Konstantyn Ciołkowski (syn polskiego zesłańca- polski ślad!) był pod takim wrażeniem nowo wtedy zbudowanej wieży Eiffla że zainspirowało go to zaproponowania tego typu konstrukcji sięgającej orbity.

Tyle wymyślono nie wdając się w szczegóły a te są z kolei potrzebne dla wytłumaczenia dlaczego taka konstrukcja jeszcze nie istnieje.

Elementy windy

Idąc od ogółu do szczegółu to potrzebna jest nam podstawa, lina i przeciwwaga. Ta ostatnia musi znajdować się na orbicie geostacjonarnej (35,700km nad równikiem) gdyż dopiero na tej wysokości ruch przeciwwagi byłby taki sam jak prędkość obrotowa Ziemi. Idealną rolę jako przeciwwaga spełniałaby niewielka asteroida których wiele krąży w obszarze NEO (Near Earth Object).

Następną rzeczą którą trzeba dobrze zaprojektować to Lina. Lina musi mieć gigantyczną wytrzymałość a przy tym małą gęstość. Mało tego grubość liny powinna rosnąć wraz z jej długością. Dla XX wiecznej nauki pomysł kończył się w tym momencie ślepą uliczką. Nie znano żadnego materiału który spełniałby powyższe wymagania. Żyjemy jednak w XXI w. i rozwiązanie się znalazło. Z pomocą dla tego makro przedsięwzięcia przyszła nanotechnologia, która wytworzyła odpowiedni materiał- nanorurki węglowe. Zadaniem na najbliższy czas jest stworzenie technologii pozwalającej na wytwarzanie tego super-wytrzymałego materiału w skali przemysłowej, ale to już jest światełko na końcu korytarza. Koniec końców ostatnim elementem takiej windy będzie podstawa zawierająca infrastrukurę oraz   pojazdy wspinające.

Wygląda dobrze a gdzie haczyk?

Po pierwsze problemem są satelity. Oprócz tych na orbicie geostacjonarnej każdy w końcu spotkałby się z elementami windy. Innym problemem są śmieci kosmiczne, tych nie da się kontrolować. Te „przeszkadzajki” są wytworem myśli człowieka a natura serwuje jeszcze więcej. Meteoroidy nadlatujące z losowych kierunków współgrają z rachunkiem prawdopodobieństwa i prawem Murphego „Jeżeli coś się może zdarzyć najprawdopodobniej się wydarzy.” Więcej atrakcji czeka windę w części która przebiega w atmosferze. Tam zagraża linie korozja, warunki pogodowe itp. Jak widać wynalezienie odpowiedniego materiału mimo że krytyczne dla pomysłu windy nie jest jedyną rzeczą z którą będzie trzeba się uporać. Nie rozwiązanie jakiegokolwiek z kłopotów wyżej wymienionych uniemożliwi zrealizowanie koncepcji, która jak wykazałem na początku jest zakorzeniona w nas od wieków.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s